Strona główna arrow Klub Promocji Poetyckich
 
 
Strona główna
Sprostać wierszem
Regulamin Sprostać wierszem
Wasza twórczość
Wśród książek polecamy
Klub Promocji Poetyckich
Wydarzenia kulturalne
Konkursy dla piszących
Kontakt
Administrator
Klub Promocji Poetyckich

red. Maciej M. Szczawiński

Barbara Dziekańska

Jolanta Kutyło

Krystyna Borkowska

Mariusz Sławski

Mirosława Pajewska

Alojzy Podleśny

Ratnasiri Suriya Arachchi

Weronika Górska

Zenon Dytko

 

 

 

 

  

red. Maciej M. Szczawiński

    poeta, krytyk literacki, dziennikarz i twórca radiowy, autor zbiorów wierszy „Poprawczak pod Gwiazdorem”, „Gryps uwierzytelniający”, „Przeczekać życie”, „Inne okno”, „Wybór”, książek eseistycznych „ Rafał Wojaczek, który był”/ 3 wydania/, Kaskader Śmieszności. Opowieść o Bogumile Kobieli”, licznych publikacji prasowych i dramatów realizowanych w Teatrze Polskiego Radia.

 


    Od kilkunastu już lat, co miesiąc , kameralna salka w Domu Kultury „Batory” zapełnia się późnym popołudniem gronem osób, które różni na pozór wszystko: wiek, wykształcenie, osobowość, skala życiowych i artystycznych spełnień…Piszą wiersze.
Tylko tyle i aż tyle. Dla wielu ludzi z zewnątrz jest to zaledwie niegroźne hobby, czasem dziwactwo lub najsensowniej ulokowane ambicje. Ale dla większości uczestników Klubu
Promocji Poetyckich w Chorzowie Batorym poezja okazuje się naturalnym i nieodzownym jak
oddech sposobem istnienia. Lęki i nadzieje, chwile mocnej radości i najczarniejszej rozpaczy
domagają się w ich przypadku „oswojenia” wierszem. Bo tylko wtedy, tak naprawdę, życie
zyskuje w ich przypadku rzeczywisty wymiar i smak. Oczywiście skala artystyczna jest
(bo być musi) szeroko rozpięta. Ale zdecydowana większość autorów dopracowała się już
własnego języka który nie opisuje oczywistości, ale potrafi np. „wyłuskać” i poetycko
skonkretyzować przeczucia, niejasne czasem nastroje i intuicje…Liczne, literacko niebanalne
publikacje, także książkowe(!) i mnóstwo nagród na ogólnopolskich konkursach- potwierdzają
sens istnienia Klubu, który mam zaszczyt prowadzić od początku jego istnienia.
    Wymyśliła go i od początku otoczyła szczególną opieką legendarna Zofia Dytko,
długoletnia Dyrektor DK „ Batory”, a jej następca Tomasz Ignalski bez wahania postanowił
„ niechaj trwa!”(…)

Maciej M. Szczawiński

wróć

 

 

 

 

  

Barbara Dziekańska

 

***


wróciła miłość
dzikuska niepomna bólu
wylała mi na sukienkę
zapach zwierząt
zbyt długie milczenie
mój panie
ciało
bez czucia
jeśli chcesz
możesz zgiąć mnie
wpół lub w poprzek
rzucić o ziemie
o mur
jestem
jak gumowa lalka
bez echa


***



OT TAK

wpisałeś mnie dramat
nocnych koszmarów
słaniających się ścian
zwiniętego w kułak
pożądania
wpisałeś
choć scenariusz
nie przewidywał
tej-czerwonej plamki
na prześcieradle


***



NOWY NIKT

rani
jak stado byków
na nic
moje łzy
i cztery rogi
białej chusty
nowy nikt
przychodzi w środku nocy
kładzie nogi na stół
pyta o pieniądze
i czy długo jeszcze
będę dziewicą
panoszy się we mnie
jak młyńskie koło
jak kamienie młyńskie
prawdziwy

z tomiku „ Zapalę noc”

wróć

Jolanta Kutyło



Mała dziewczynka


nigdy nie przestałam
być mała dziewczynką
w fartuszku z falbanką
i z lizakiem w buzi
choć ubrali mnie w dorosłą sukienkę
nie pozwalają się bawić w berka
wciąż kocham się
w szmacianym pajacyku
karuzeli i rurkach z kremem
nie wolno mi grać w gumę
łazić po drzewach
używać skakanki
głośno śmiać się też nie wypada
muszę więc udawać dorosłość
z lalką w ramionach
a prawdziwe uczucie chować
za żelazną kurtyną wafla


***



Nie chcę być Julią

nie chcę być Julią
to zbyt romantyczne
i niedzisiejsze
nie chce czekać na balkonie
pusto brzmią ochrypłe
 trele słowików
nie chcę być Julią
choć nie starł się z serca ogień
a zazdrość grzeje w nim twarz
wyjdź na balkon
nieczuły i nieznajomy
wzywa Cię moja sukienka
i nagli bukiet
spóźnionych palców


***



Łyżeczka

Kobietę można
umyć  jak łyżeczkę
wygiąć w łuk
wiotkość talii
objąć dłonią
jej miękkość
napełnić słodyczą
obdarzyć ciepłem
przytknąć do ust
kobietę można użyć
jak łyżeczkę
uraczyć się
jej ciepłem
zalać słodyczą
nie czekaj
aż zadzwoni
o dno
twojego oddechu
ona umie
kochać

wróć

 

 

 

 

 

photo by  www.dominikpeh.eu 

Krystyna Borkowska

***
 
nie czekaj dziś na mnie
bo właśnie ramiona
w oknie krwawią
mróz ściął śliwę soczystą
o egzotycznych włosach
owoce do tej pory
przelewają słodycz
i jeśli jesień będzie łaskawa
upieczesz Anno ciasto drożdżowe
ze śliwkami
rozczerwienią się usta
ktoś będzie czekał
pod drzewkiem
cieszył pestki oczu


***


podaruj mi

tylko jeden bławatek
z twojego sufitu
nie nie jeden
ale dwa
do pary
to takie piękne
ich dwoje
Romeo i Julia


***



W moim sanktuarium

tak zwyczajnie
zasłać łóżko w tym domu
gdy złoconą kapę wygładzasz
po drugiej stronie
      masz takie dobre oczy
      a ja nie wiem jak i gdzie
      skryć ubóstwo zgrzebne
      choć schludne
wannę cynkową zamiast prysznicu
miskę do mycia
dwa wiadra czystej wody
którą codziennie przynoszę z półpiętra
      piec węglowy
      jeszcze teraz brandzrura pachnie
      ciastem drożdżowym
      i pieczonymi jabłkami
pokazać chcę ten zachwyt
roztańczonych języczków ognia na suficie
zapach kakao przywołać
w zimowe poranki
      podprowadzam
      pod kryształowe lustro z konwalią
      w lewym górnym rogu
      makatkę z jelonkiem
przyklękamy w Jerozolimie
tu Maryja z Dzieciątkiem na kolanach
dwie bielutkie owieczki
aniołki zrywają kwiatki
      nie wiem
      czym przystroić
      kretonową sukienkę w groszki
      gdzie podziać ręce oczy
a ty nic nie mówisz

uśmiechasz się do mnie.

wróć

 

 

 

 

 

Mariusz Sławski
 

Istota bytu
Ustalona na poziomie
Nie- obracającej się kuli,
Lecz elipsy,
Nieustanny obrót,
Wokół własnej osi,
Pokrzywiona
Względem punktów odniesienia,
Eliptyczny tor…
A może eliptyczny


***



Patrzysz na mnie
Wypowiadasz bezdźwięczne słowa
Oskarżasz mnie o tak wiele spraw
Zastanawiam się, dlaczego
Ciągle zadajesz się ze mną
Drwisz z mojego wyglądu
Przekrzywionego uśmiechu
Nie dajesz się oszukać
Każdego dnia cię spotykam;
To Ty:
Moje niewdzięczne
Lustrzane odbicie.


***



Tu cisza
Dusze odeszły gdzieś
Coś fruwa w powietrzu:
Może to one?
Zaduma nagich, bladych ciał
Nie wstydzą się już siebie nawzajem
Nie ma podziału:
Dla pań
Dla panów.

 

wróć

 

 

 

 

 

                                                                                       photo by www.dominikpeh.eu


 

Mirosława Pajewska


Ojciec Chrzestny  

Zanim urodzisz w sobie wiersze
minie dziewięć minut,
dziewięć godzin,
dziewięć miesięcy,
a może dziewięć lat
(chudych lub tłustych).
A potem się zjawisz u pana drukarza
z małym zawiniątkiem
(maszynopisów)
i powiesz (jego pięknym wąsom),
że robisz to po raz pierwszy
(właśnie u niego). Chcesz
je wydać na świat.
Tak między wami,
Bóg jeden wie,
czyje one właściwie są,
choć wszystkie przyznają się
właśnie do ciebie.
Jeśli chce może
zostać ojcem chrzestnym

sierpień 2004

***


ALIBI

na razie trzymam ją w cieple
pod kurtką
ktoś widział jej pokrwawioną główkę
owszem w białej cienkiej
trumience
lekko związaną
ale tylko od czasu do czasu mocniej
zaciskam palce  na jej wątłej
szyjce
pośpiesz się
potem będę ci posyłać
co dzień po jednym obciętym
płatku

***


Lato

Nie trzeba nosić skarpetek
przynajmniej do następnego
seta
słońce wschodzi w otoczce tenisowej
mączki
o smaku pomarańczowym
poci się kredka do ust i
przenośny daszek
czapeczki z płótna
gorąco mi nawet w pierścionku
na parapecie całymi dniami wygrzewają się
poduszki
lada dzień z pierza wygrzebią się
pisklęta
rękawiczki noszą tylko niewidzialne
ręce
może pani zdejmie tę koszulkę
po północy moczę łeb w fontannie
wierci się w uchu czyjś kolczyk
obok nurkuje główka
rakiety tenisowej
w kartonik pełen zimnego
mleka
piłeczkę marki wilson trzyma w pysku
ten pan
mam  w domu więcej
dobrze schłodzone
dziękuje prześpię się w lodówce
o świcie pod drzwiami podkradają się
buty


wróć

 

 

 

 

Alojzy Podleśny


Operacja „ Wujek”

tego dnia zapadły generalskie decyzje
operacja „Wujek”
opancerzone sumienie
w swojskich mundurach

tego dnia przykuty do stołu
w organach skalpel
kłamały komunikaty
krwawiło serce.

trzymajcie się chłopcy
zostało tak niewiele
do pełni szczęścia
Charon bierze po obolu
za kurs przez Styks
Cerber salutuje na baczność
zabierzcie przyjaciele

białe prześcieradło
czerwieni orzeł
zniewolona krzywda
wsiąka w śnieżny puch
wiosną zakwitną tu czerwone maki
operacja „Wujek” trwa.


***



Martwa Tafla

Martwa tafla
wietrzyk jej nie zmarszczy
ryba nie wyskoczy fontanną
ptak nie muśnie
komar ani ważka nie ucałuje
żadne źdźbło trawy nie przebije

a myśmy kąpali się latem
łowili ryby
żaby rechotały wieczorami
kiedy tuliły się do nas dziewczyny

patrzy na mnie bezdennym granatem
złowrogo
martwa tafla gęstej cieczy

za mojego życia umarł staw.


***



Bez słów

posiedźmy na deszczu
splecione dłonie wyrażają więcej

obok siebie
a w sobie
zasłuchani w szept serc
powróżmy sobie
ze źrenic

postójmy mrozem przytuleni
na przystanku do Dalekiej Nieznanej
skazani na siebie
bez słów.

wróć

 

 

 

  

 

Ratnasiri Suriya Arachchi [Suri]


Wiersz na dobranoc

synowi Sahanowi Kamilowi

 

teraz jak nigdy dotąd
mogę przeczytać ten wiersz
nie widzę tutaj za oknem
rycerzy, królów
zaręczonych z królewnami
ani biedronek latających do nieba
ani aniołów lecz aniołki fruwające
bez skrzydeł
na dyskoteki

chodzą tutaj prości
ci czarni - to nie diabły
górnik i kominiarz po pracy
za nimi ledwo idzie pani listonosz
w towarzystwie kulawej emerytki

tam - za płotem
jedzie pociąg z daleka
pot z niego spływa
i pełno pereł w pierwszym wagonie
w każdym kolejnym same czarne
przepraszam cię
nie potrafię pisać jak inni
o krainie czarów snów
i wiecznego szczęścia
może nie jestem płodny
03.02.2000


***



Mój dom

po nocnej zmianie
jadąc pociągiem
widzę daleko mój dom
z którego wyszedłem
matka chodzi po ogródku
i podlewa melancholię
kroplą ze studni oczu
wyskoczyłem z okna

*    *    *

pociąg nagle zahamował
otwieram oczy
minął mój dom
w którym mieszkam
żona chodzi po ogródku
uparcie podlewając
omdlałą różę
wysiadam

*    *    *

w skrzynce leży list
z mego domu
którego nie ma
-tu pęka ziemia, dom
przemienił się w dym -

tylko tyle napisała matka


***



Niebo i miód
 
w cieniu wieży kościelnej
gra na gitarze
muzyczna mrówka
nie pragnąca Nieba lecz miodu
kiedy modliła się
o słodki sen życia
miała ochotę wspiąć się
na wieżę i zerwać księżyc
zachmurzone niebo
nie jest watą cukrową
księżyc w pełni
nie jest miską z mlekiem
niech będzie
szukającą w miodzie goryczki
stawiającą wieżę swej wiary

wróć

 

 

 

 

 

                                                                                            photo by www.dominikpeh.eu

Weronika Górska

TO NIE JEST KOLEJNY WIERSZ O SAMOBÓJSTWIE

Podmiot nie-liryczny
(nie utożsamiać z autorem)
To pospolity tchórz

Lęka się cudzych zmarszczeń brwi
Unika stawiania oporu wyrzeka się
Trenowania przed lustrem obrażonych min

Podmiot bardzo nie-liryczny
Nie lubi luster
Dostrzega w nich powieść schowaną za plecami
Cudze profile do których nie ma praw
Poza prawem snucia rozgoryczeń
Oraz suknie bez barwy ani bez fasonu
Zupełnie jak gdyby wciąż tkwiły na wieszaku

Podmiot irytująco nie-liryczny
Próbował podnosić głos trzaskać drzwiami
Zyskał uśmiech politowania wzruszenie ramion
Jak mała dziewczynka mierząca
Szpilki matki za duże o kilka rozmiarów

Czy podobne doświadczenia to powód
Poznawania nocy od podszewki

Podmiot bezsprzecznie nie-liryczny
Obawia się patetycznych rozwiązań
Drży na myśl o kontakcie
Pobladłej skóry z chłodnym metalem
Drży na marzenie o pierwszych stronach rozmów

Kuli się z lęku przed nieoswojoną formą bólu

Podmiot pomimo chęci nie-liryczny
Przechodzi przez jezdnię tylko na zielonym świetle
Maluje ściany w kolorze zgniłej nadziei
Że jeszcze zasłuży na niezbędność
Przynajmniej samemu sobie

To nie jest kolejny wiersz o samobójstwie
Nie zapominajmy o pospolitym tchórzostwie
Nie zapominajmy o nie-liryzmie

Podmiotu

 


KRUK

dlaczego nie dotykasz mnie conocnie
aby krzyk przebił chłodną krtań księżyca

dlaczego brzozy nie wzrastają rozkoszą
póki gwiazdy w ich włosy się nie wpiją

martwa to łąka bez traw i bez śniegu
łóżko dość szerokie na żałobny trzepot kończyn

i tak wiele pytań do kruka
na ostrzu dzioba podającego ciemność

ale on nie odpowiada czarnym piórem pisze
oczy nie nawykłe po zmroku czytać też milkną

kruk w źrenicach szuka atramentu

 

KSIĘŻNA MAŁGORZATA

książę adolf odziedziczył
dwa pałace pięćdziesiąt wsi rzadkie igły zarostu
lubił polować na jelenie
obserwować zetknięcie kłów harta z łamliwą linią tętna
w chwili gdy blednie bunt krzepnie strach

na ślubnym portrecie księżna składała się z
pudru gorsetu i szklanych oczu wypchanych trofeów
miała też brylanty po francuskiej królowej
o ile posiada się coś czego nie można dać

za każdym trzepotem wachlarza z pawich piór
unosił się kurz szeptów
mówiono że tym razem książę źle trafił
była warta ledwo dwieście tysięcy niepełną szkatułę cnót

w jedwabne nitki wstydu owinęła hemofilię czy epilepsję
może też bezpłodność ale to nieistotne
raz w życiu postąpiła taktownie umarła młodo
tytuł doczekał się dziedziców spomiędzy innych ud

anegdoty o księżnej malowano pędzlem z grubego włosia
motywem przewodnim był romans ze stangretem
tłem zrzekanie się na rzecz pokojowej
nawet tych sukien którym nie zwiędły koronki
czasami dobierała drugi raz tej samej potrawy
odmówiła walca ambasadorowi włoch

dziś gośka chodziłaby do trzeciej gimnazjum
kłóciła z mamą o papierosy i o wyprowadzanie psa
nosiła kolczyk w pępku niechęć do muzyki poważnej

obowiązek klasowy pojmowałaby tylko trochę inaczej

wzamian za ściągi dla koleżanek
rozpinałaby bluzkę przed patrykiem laureatem trzech olimpiad
a on zamiast podnosić trójkątną pierś do ust
podnosiłby do kwadratu gwiazdozbiór perełek
naszytych na przybrudzony błękit stanika

 


***

moja bohaterka właśnie pudruje zaschłą na obojczyku ślinę
roztapia telefon komórkowy w plamie perfum na toaletce
już tylko z przyzwyczajenia wsuwa pod wycieraczkę klucz

nie pamiętam jak jej na imię
zresztą i tak poznając kolejnych kochanków
zakłada wciąż inne spódnice farbuje poprzednie wcielenia

w każdym z nich deklaruje zainteresowanie dalekim wschodem
co sprowadza się do biernej znajomości trzech pozycji kamasutry
oraz rozpaczliwej wiary w reinkarnację

od czasu do czasu obserwuję jak moja bohaterka
decyduje się na sepuku i odpoczynek
wieczny od narcystycznego partnera
nie licząc na pochlebny portret trumienny

zwykle dzieje się to w chwili kiedy czuje się mniej naga niż kiedykolwiek
on wplata w jej włosy łonowe chropawy naskórek i odłamki luster
ona powoli rozmiękcza sutki rzęsy sklejają się znudzonym snem

moja bohaterka właśnie pudruje zaschłą na obojczyku ślinę
rozprasowuje fałdy nowej spódnicy
marząc o niecierpliwym szarpaniu błyskawicznego zamka

za chwilę przed barem tuż obok kontenerów na plastik i szkło
jej obcasy zanurzą się w spulchnioną moczem ziemię
wykiełkują niedomyte palce chłopców nigdy nie spóźnione mlecze

 

 

 

* * *

miłość zaczyna się powolnym zsuwaniem ramiączek
potem miękkość jedwabiu poprzez brzuch i uda

po dwóch godzinach sukienka wraca na dawne miejsce
skóra stygnie sierpnień przekreśla wargi przesytem

nie patrzę za okno chociaż opadło jeszcze nie dość dużo liści
aby szelest zdradził kierunek twoich kroków

jest mi tak boleśnie wszystko jedno
zamknęłam się na klucz odchodzących ptaków

leżę na łóżku wygniatając jedwab
herbata ostygnie nim wyciągnę rękę

czekam na wiatr jeżeli wiatr może być puentą

 

 


* * *

wiem to banalne rozgniatać o podniebienie ciszę
karmić lęk z własnej miski i dopiero o północy tłuc nią o ścianę

wiem też że jutro gazety się o mnie rozmilczą

bo tory za wąskie na rozpacz
a ty mieszkasz na następnej stacji

chociaż w twoim pokoju dawno zwiędnął dywan
położę się na nim naga fachowa zaczekam
aż łóżko obrazi się i wystygnie
dopiero wtedy dotkniesz mnie z pamięci

a ja będę krzyczeć jak tysiące kobiet przede mną
i głaskać się złudą że żadnej
rozkosz nie płynęła po udach tak gęsto

rano trzasnę drzwiami w poprzek twojego snu
stanę pod własnym prysznicem
koronkowy strach zmienię na świeży

i nakarmię go z nie twojej miski



Z obserwacji kawiarnianych

dziewczyna z trzeciego stolika na prawo
ziewa dyskretnie  sączy kawę

czyta

gardzi pogrubieniem czcionki ust
podobne sztuczki lepiej wychodzą ze słynnymi nazwiskami
rozpychającymi się potem na okładkach

tamten brunet nie jest przystojny ani młody
z przekrzywionego krawatu ścieka mu samotność

dziewczyna zaciska wargi wystudiowaną ironią
pozwala się przysiąść pytać o tytuły

tego wieczoru nie dotknie już pożółkłych stron
nie pomyśli też i miłości
szyby pozostaną nieporuszone bladym krzykiem

zapinaniu guzików nie będą towarzyszyły zbędne słowa

dopiero na ulicy
dziewczyna której znów ogrzano tylko prawą pierś
zapyta ślepej latarni czy to było warte

czterech złoty za małą czarną


***



śnieg spadł
zanim dobrzmiała ostatnia nuta szelestu

tej jesieni znowu nie mieliśmy czasu
kochać się w rudych liściach
jak jeże
ani zbierać kasztanów

czasami tylko sprzeczaliśmy się o kostki goryczy
we wspólnej herbacie
myśli płoszyły się przypadkowym dotykiem
na wyszczerbionym kubku

przestałam już prosić o wyłowienie mrówek z kałuży
a ty nie gubisz rzęs miedzy moimi piersiami

czasami   jeszcze podążamy śliną
przez wyznaczone szlaki

nie zmieniam się nawet układ kurzu
na parkiecie
kiedy spada sukienka

zanim przypomnę sobie o rzucaniu
nałogów
od nowego roku

wróć

 

 

 

 

 

                                                                                               photo by www.dominikpeh.eu

Zenon Dytko


Literatura prawdziwa
 
Wracam z pracy do domu jakbym
Wracał spod Troi
To była bardzo długa podróż
(Pięć przystanków autobusem miejskim)
Na nowo przeżywam „Odyseję” Homera
Lub raczej tworzę swoją własną
Strasznie dużo ludzi spotykam po drodze
To wracam z pracy do swojej żony
I choć pamiętam Ją dobrze –
Dziś już dwa lata po rozwodzie
Tak, i: Boską komedię Dantego
Będę musiał kiedyś doczytać do końca
Jednak nie będę się spieszył
Jeszcze zdążę. Jeszcze wszyscy zdążymy
czerwiec 2005


***


Ja i kobiety

Czasami przyglądam się pięknym
Młodym kobietom i szukam
Siebie sprzed dwudziestu lat
Ja świecący chłopiec
W nieużywanym lesie
Ja Zenon Pan                                                                                                                                   
Kiedyś kobieta
Powiedziałam, że mnie kocha
I zdawało mi się ,że Bóg
Zdjął dla mnie w lesie
Gwiazdę
Ale to nie była gwiazda
Tylko płatek śniegu
Długo topniał w ustach
I na ścieżce
Noc całą


***



Jestem

Ja, cywil
Żaden awangardzista
Żaden żołnierz
Ja, epigon
Biedny człowiek:
Słabe mięśnie
Pochyły kręgosłup
Byle koza wlezie
Ale miejcie tego świadomość
Że, co do mnie , to
t-a-k-ą  figę dostaniecie
I popamiętacie ruski miesiąc
Jeszcze Wam odpłacę
Pięknym za nadobne
Na pewno

wróć

 

 
 

Designed by Samuel Sen

© 2010 Sprostać Wierszem
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.